RSS
środa, 25 listopada 2009
Sonet szósty – Drzewa, świnie oraz krewni i znajomi królika

Ilość rzeczy, które chciałoby się opisać, i maili, na które należy odpowiedzieć jest odwrotnie proporcjonalna do ilości internetu w powietrzu. Przynajmniej w Veles, i przynajmniej w przypadku polskiej wolontariuszki której poskąpiono tego nieocenionego medium w mieszkaniu. Bo rzeczy lubią się dziać nie wtedy, kiedy wolontariuszka nie siedzi w dobrze ointernetowionym biurze, tylko wtedy, gdy ma wolne. Na przykład z okazji zepsutego komputera. Albo Dnia Drzewa. Dnia Drzewa? Ano, jak może być Święto Pracy i Zielone Świątki, to czemu nie i Dzień Drzewa? Można go obchodzić na kilka sposobów. Jeśli jest się młodzieżą uczącą się albo pracuje się w administracji państwowej, to obchodzi się go śpiąc do 12. Jeśli jest się osobowością publiczną, sadzi się drzewka- oczywiście publicznie- aby śpiący do 12 mieli co obejrzeć w wiadomościach gdy wstaną. Jeśli pracuje się u prywaciarza – idzie się do pracy jak zwykle z zazdrością patrząc na swoje dzieci wylegujące się w łóżkach. Ja z okazji tego pięknego święta pobiegłam do biblioteki miejskiej w nadzieji na złapanie odrobiny kontaktu ze światem,zanim zapomnę, co mam do napisania, ale okazało się, że jako instytucja państwowa biblioteka także wspiera działania ekologiczne poprzez zamknięcie drzwi na trzy spusty.

 

A źródłem historii, które powinno się było zapisać odrazu, bo już zaczeły uciekać z pamięci, był ubogi w internet  sezon odwiedzin, który trwał przez ostatnie 3 tygodnie i skończył się przedwczoraj. Obojgu nawiedzającym wdzięcznam przeogromnie za osłodzenie mi mojego emigranckiego życia i pozdrawiam ich serdecznie. Przypomniałam sobie, że po polsku można nie tylko pisać, poprzebywałam i popodróżowałam po okolicy w doborowym towarzystwie, no i mogłam veleszanskich znajomych zapoznać z przemyconą z ojczyzny polską kulturą. Tą w płynie.

 

Relacji z podróży i zdjęć wrzucić mam nadzieję kilka w tym tygodniu, bo w niedzielę znów znikam z sieci na tydzień- jadę na szkolenie on-arival do Sarajeva. Żeby mimo perspektywy spędzenia na koszt Brukseli 6 dni w najbardziej niesamowitym mieście na Bałkanch było na co narzekać, 2. XII w Skopje jest koncert Kultur Shock, na który się nie wybiorę, chyba że do tej pory znajdę jakiś sposób na bilokację.

 

 

A tak, to na południu bez zmian. Słońce świeci, kawa leje się strumieniami, świńska grypa straszy. O, tak straszy po albańsku w Tetowie. Nie do końca rozumiem, co napisali, ale będę uciekac przed olbrzymami w pasiastych piżamach.

 

(Plakat z Tetova)

 

Świniogrypa straszyła też w Skopje, i przez tydzień Skopje chodziło zamaskowane, ale albo zapasy maseczek w aptekach się skończyły, albo moda na nie, w każdym razie w poniedziałek nie widziałam już ani jednej. Są i tacy, którzy na psychozę pt. AH1N1 są zupełnie odporni. Znajoma pielęgniarka opowiadała mi o starym Romie,który zgłosił się do przychodni z gorączką. Lekarka bada go i mówi: To grypa, możliwe, że świńska...

Na co on: Świńska??? Na pewno nie! Pani, ja jestem muzułmaninem, w życiu wieprzowiny nie jadłem!!!

 

No. To tyle na dziś.

 

11:14, hladna_nes
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 listopada 2009
Sonet piaty- biurowa scenka rodzajowa
Osoby dramatu:
Vlado- powiedzmy, ze szef
Ja- powiedzmy, ze pracownik

Czas: dzisiaj, 14:35

V: To co, idziemy?
H: Dokad?
V: No, do domu!
H: Ale jest dopiero wpol do trzeciej!
V: No, przyszlismy o 11, czyli najwyzszy czas juz konczyc.
H: Ale nie skonczylam tego artykulu!
V: To skonczysz potem. Pisalas przez 3 godziny,wystarczy.
H: Jakie tam 3 godziny, wzielam sie do roboty dopiero godzine temu, wczesniej pisalam bloga i maile do znajomych.
V: No, to tez praca!
H: Ale pamietasz, ze w przyszlym tygodniu chce miec wiecej wolnego? I dlatego teraz do srody chce skonczyc ta czesc, zeby nie wyszlo, ze przez miesiac nic nie zrobie...
V: Bedziesz miala wolnego ile chcesz, wyluzuj. to co, idziemy?
H: Czekaj, a to nie powinno byc na odwrot? Ze ja mowie, ze chce isc do domu, a Ty mi kazesz pracowac?
V: Ech, Ty chyba jestes Niemka w wiecej niz 1/16... To ja ide, wpadnij po mnie jak skonczysz.
15:35, hladna_nes
Link Dodaj komentarz »
Sonet czwarty - Szutka
W sobotę zaczęła się najciekawsza częśc mojej pracy- prowadzenie zajęc w centrum edukacyjnym w Shuto Ozari, romskiej dzielnicy Skopje. Szutka, jak się ją popularnie nazywa, to największe na bałkanach skupisko Romów, w zasadzie cygańskie miasto, osobny świat. A oprócz tego- najlepsze w Skopje centrum handlowe. Potrzebujesz butów, dżinsów, bielizny? Nie idź do butiku, lepiej pojechac na bazar na Szutce, jest dużo większy wybór, no i dostaniesz to samo, ale za połowę ceny: bo bazar ponoc pełni też funkcję hurtowni odzieży chińskiej i tureckiej produkcji, w której zaopatrują się skopijscy sklepikarze. Rzeczywiście, na Szutce  jest absolutnie wszystko. Nawet dżinsy "identyczne jak u Elvisa Presleya" za niecałe 10 euro. Już chyba wiem, gdzie zostanie większośc mojego kieszonkowego...






      W dół od bazaru zaczyna się częśc mieszkalna, w której, tak jak na bazarze, jest przemieszane wszystko. Biedni z bogatymi, muzułmańska większośc i chrześcijańska mniejszośc, dzieci,gęsi i samochody,  kilkupiętrowe rezydencje z wieżyczkami i rozpadające się slumsy. Jest nawet jeden mały meczecik przeroiony na supermarket, oraz nielegalnie budowany nowy meczet wielkości hangaru. Więc czemu nie miałoby byc jednej maleńkiej salki z krzesłami, tablicą i starymi komputerami, należącej do kościoła protestantów? Ponieważ żywy inwentarz plączący się między domami o wyglądzie miniaturki zamku Królewny Śnieżki zbija wszelkie logiczne argumenty przeciw, salka istnieje. I tam właśnie dwa dni temu powstała dziecięca grupa teatralna, z wyraźnymi predyspozycjami do stania się bojówką feministyczną, bo składające się na nią 7 wiecznie chichoczących dziewczyn w wieku 10-14 kategorycznie odmówiło przyjęcia w przyszłości w swoje szeregi kogokolwiek płci męskiej. Zajęcia prowadzę ja, udając, że wiem co robię, i że umiem mówic po macedońsku. Małe chyba to łyknęły. Początki wyglądają obiecująco, ale co z tego wyjdzie- w następnym odcinku:)

To moje podopieczne:


I jeszcze kilka zdjec z Szutki:

Meczet   


Tagi: Szutka
11:44, hladna_nes
Link Dodaj komentarz »
Sonet trzeci- Siec i Korpus Pokoju
Veles ma 43 tysięcy mieszkańców, co daje mu dumną pozycję 7 co do wielkosci miasta Macedonii. Ma też 6 szkoł podstawowych, 4 srednie i uniwersytet. Z tych 43 tysięcy spora częśc w Veles się urodziła, i tu przeszła całą obowiązkową edukację, dzieląc się na owe 4 szkoły i 2 licea. Tu też, w veleszańskich salonach i kawiarniach, wypili nieskończoną ilości filiżanek kawy. Tu w jednej z dwóch cerkwi co tydzień zapalali świece: osobno za żyjących i za zmarłych. Tu pracowali, awansowali, tracili pracę, chorowali, zdrowieli, żenili się, wychodzili za mąż, rozwodzili się. I tak, dzień po dniu, rok po roku, filiżanka po filiżance, pletli siec małżeństw, przyjaźni,  koleżeństw, konfliktów, współpracy, umów, plotek... I teraz w tą siec wpadłam ja, i z każdym krokiem wplątuję się w nią coraz bardziej.

      Banałem i grubym nadużyciem byłoby powiedziec, że każdy w Veles zna każdego - 43 tysięce to w końcu nie wieś z jedna ulica! Ale jeśli przypadkowo spotkasz kogoś nieznajomego rano, a wieczorem opowiesz o tym w towarzystwie minimum trzech dorosłych rodowitych Veleszan, zaczną gorączkowo przeszukiwac siec, żeby zlokalizowac nieznajomego. Wysoki? Gdzie pracuje? Z takim tym tutaj, na lewym policzku? Dime? Nie Dime? Na M? Mitko? Znasz jakiegoś Mitko? Zgodnie z jakimś złożonym matematycznym wzorem po średnio 10 minutach okaże się, że jest on bratem ciotecznym szefa siostry szkolnego kolegi przynajmniej jednego z obecnych. Po 20 minutach ktoś inny przypomni sobie, że zna córkę szkolnej przyjaciółki jego ciotki, a po 30 z dużym prawdopodowieństwem dowiesz się, że tę córkę i Ty poznałeś 3 dni temu tam a tam. Dopiero gdy to się ustali, można odetchnąc z ulgą i spokojnie przejśc do innych tematów: jeszcze panujemy nad tym, co się dzieje w mieście! Jak to dobrze, że istnieją bracia cioteczni!

      Strach pomyślec co by było, gdyby do miasta zaczęli się zjeżdżac ludzie bez braci ciotecznych, synowych, ojców chrzestnych, stryjenek i świekr! Co z nimi zrobic? Gdzie im znaleźc miejsce? Jeśli są goścmi kogoś, kto ma teściów, kuzynów i pradziadków - problem z głowy. Jeśli się wżenią w veleszańską rodzinę- tym bardziej. Gorzej z obcokrajowcami: niby mają gdzieś jakąśtam rodzinę, ale kto tam ją widział? Można czekac, aż się ożenią czy wyjdą za mąż, podsuwac ewentualnych kandydatów, ale wygląda na to, że nie są zainteresowani. Tłumaczą, że oni tu tylko tymczasowo. Czekaj czekaj, był już ktoś taki, też nie mówił po naszemu i też tylko na trochę przyjechał. Nawet w telewizji pokazywali! Jak to się nazywało? Korpus, korpus... a! Korpus Pokoju! No, oczywiście, są z Korpusu Pokoju! I Lajla z Kopenhagi, która zajmuje się tańcem ludowym, i Francois z Paryża,pracujący dla policji, i ja, wszyscy jesteśmy z Korpusu Pokoju, chociaż to program przyjmujący tylko amerykańskich obywateli. Korpus Pokoju już jakoś brzmi, i dobrze jest opleciony veleszańską siecią. Jako tymczasowa etykieta w miejskiej kronice towarzyskiej się nada. Przynajmniej do czasu ślubu. 
10:56, hladna_nes
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 października 2009
Sonet drugi - Žaba Zgrada

Žaba Zgrada jest na ulicy Narodan Front numer 3, tylko po co komu ta informacja? Żeby przyjść? I tak tabliczke z adresem ledwo widac. Żeby wysłać list? Ryzykowne, bo nie ma też skrzynek pocztowych, więc jeśli przesyłka nie zastanie adresata w domu, może przepaść. Adres więc z czystym sumieniem można zapomnieć. Zapamiętać za to warto, że stoi obok przedszkola i jest trójkątna. I że dawno, dawno temu komuś ten kształt skojarzył się z żabą, i tak już zostało- Žaba Zgrada.

W 'Žabie' mieszkają 52 rodziny. I wszyscy się znają- w końcu mieszkają tu od zawsze. Z korytarza wiecznie słychać gwar – przez cały dzień ktoś wchodzi, wychodzi, odwiedza, pozdrawia, wita, żegna, śmieje się, niesie, przestawia, pomaga, przeszkadza. Z resztą nie tylko z korytarza- ściany są cienkie, a niektóre balkony tak blisko siebie, że nawet niechcący zagląda się do salonu sąsiada.



Pani Jovanov z parteru mieszka tu od dzieciństwa. Tutaj sprowadziła męża, i tu wychowała dwoje dzieci. Gdzieś na czwartym piętrze mieszka staruszka, która kiedyś – pani Jovanov nie pamięta, ale pewnie ze 40 lat temu- przyjechała tu z Polski i wyszła za mąż. Na trzecie miesiąc temu wprowadziła się Dunka, a w zasadzie francuzka z Danii. Czasami przychodzi uczyć córkę pani Jovanov angielskiego. Sami dobrzy ludzie, nie trzeba się bać, zapewnia pani Jovanov popijając kawę. A na drugim od dwoch tygodni mieszkam ja. Pod czternastką, ale nie muszę tego mówić, bo wszyscy dobrze wiedzą.
Žaba by night:)

16:30, hladna_nes
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 października 2009
Sonet pierwszy, albo wstęp

Jeśli wierzyc ambasadzie macedońskiej w Warszawie, żeby dostać pozwolenie na pobyt długoterminowy w Macedonii trzeba miec:


  1. Wniosek wypelniony w ambasadzie
  2. Dowod na posiadanie srodkow finansowych potrzebnych na utrzymanie podczas pobytu w Macedonii, albo dowod ze utrzymanie to bedzie zapewnione w inny sposob zgodny z prawem
  3. Ubezpieczenie zdrowotne na czas pobytu w Macedonii
  4. Dowod ze ma sie zapewnione miejsce pobytu w Macedonii
  5. Pozwolenie wydawane przez Ministerstwo Pracy i Polityki Socjalnej Macedonii
  6. Paszport, ktorego waznosc jest przynajmniej 3 miesiace dluzsza niż planowany pobyt na terytorium Macedonii
  7. Zaswiadczenie o niekaralnosci
  8. Zaswiadczenie, ze przeciwko osobie skladajacej wniosek nie jest postepowane postepowanie karne lub sadowe w kraju jej pochodzenia lub w kraju w ktorym ona przebywa (wyrobione w Polsce)
  9. Tłumaczenia przysięgłe wszystkich tych dokumentów na macedoński
  10. 1 zdjecie 3X3,5 cm
  11. 30 euro opłaty manipulacyjnej

i co najmniej miesiąc czasu na decyzję administracyjną, jak nie dwa. Ubezpieczenie, paszport- nie ma problemu, choćby dzisiaj. Ale np. to pismo z macedońskiego ministerstwa? Uuu, lepiej nie pytać, się będzie załatwiało. Miesiąc spokojnie, a jeszcze musi dojść pocztą.... Jest koniec sierpnia, mam wyjeżdżać pod koniec września – nie ma mowy, żebym zdążyła. Spanikowana piszę maila, że chyba trzeba będzie przesunąć projekt,ale dostaję odpowiedź, że mam się nie przejmować pozwoleniem tylko przyjeżdżać, a tu się już wszystko załatwi. Brzmi zbyt pięknie, żeby było prawdziwe, ale wizja ewentualnych kłopotów na miejscu w bliżej nieokreślonej przyszłości jest znacznie bardziej pociągająca niż stuprocentowo pewne kłopoty i parę miesięcy przepraw administracyjnych, które opóźnią wyjazd. Znaczy- jadę!

2.10, dzień po tym gdy moje cztery szanowne wraz z 23 kilogramami bagażu wylądowały na lotnisku w Skopje, a następnie zostały przewiezione 50 km dalej, do Veles, idziemy z Vlado na policję załatwić mi meldunek. Naprzeciwko posterunku jest kiosk, w którym kupuje się formularz: jest tam miejsce na imię, nazwisko, adres, numer paszportu, oraz datę przyjazdu i planowanego wyjazdu. Wypełniony zanosimy policjantowi z kanciapy przy wejściu. Policjant, wyraźnie trochę zaspany, patrzy na formularz, na mnie, na formularz, na Vlado, znów na formularz, i wreszcie pyta Vlado:

- Kto to jest?

- To wolontariuszka z Polski. Przyjechała, żeby pracować w naszej organizacji 'Dziecięcy parlament Macedonii'.

- Z Polski?- policjant sprawia wrażenie, jakby próbował sobie przypomnieć, gdzie to dokładnie na mapie

- Tak, z Polski. To w ramach unijnego programu Wolontariatu Europejskiego, a dokładniej akcji drugiej programu Młodzież, który polega na tym, że..- Vlado monologuje, a policjant chyba z każdym zdaniem mniej wie o co chodzi. Szuka jakiegoś punktu zaczepienia na formularzu. A, jest! Data wyjazdu!

- Pierwszy czego?

- Czerwca.

- Czerwca?

- Tak, czerwca.

- 2010? - pyta policjant podejrzliwie. Zaczynam się martwić. A nuż to za długo?

- Tak, 2010.

- A, to jeszcze kawał czasu! - z ulgą mówi policjant i wbija pieczątkę. I tyle. Dostaję upragniony świstek stwierdzający, że legalnie mieszkam tam a tam. Co prawda bilet powrotny mam dopiero na początek lipca, a nie czerwca (Vlado pomylił się w formularzu), ale wygląda na to, że przez osiem miesięcy nie muszę się martwić. A to, jakby nie patrzeć, kawał czasu.

11:52, hladna_nes
Link Dodaj komentarz »
1 , 2