Blog > Komentarze do wpisu
Sonet czternasty- Smoleńsk okiem macedońskim
Zaczynają zawsze od kondolencji. Rozmawiamy chwilę o tym, że tak, ogromna strata, tylu ważnych ludzi. Szok, takie rzeczy się nie zdarzają. No, chyba, że ktoś im pomoże, nie? - mrugają porozumiewawczo. To jak myślisz, kto to był? Rosjanie? Mafia? Opozycja? Masoneria?

Nie spotkałam jeszcze Macedończyka, który wierzyłby w 100%, że to, co zdarzyło się 10.04 pod Smoleńskiem to wypadek. Na pewno ktoś specjalnie zepsuł wysokościomierz, podał błedną wskazówkę z wieży kontroli lotów, kierował samolotem z odległości, no cokolwiek, nie bądź naiwna! Bo historia nauczyła Macedończyków, że prezydenci nie spadają sobie z nieba ot, tak sobie.

Nie tak dawno temu, w 1999 roku, w czasach burzliwego niemowlęctwa do dziś jeszcze młodej i niesfornej macedońskiej demokracji, prezydentem kraju został wybrany Boris Trajkovski- z wykształcenia prawnik i pastor kościoła metodystycznego, po studiach teologicznych w Stanach i Anglii. Postac na tutejszej, rozdartej między islamem i prawosławiem scenie politycznej co najmniej niecodzienna, i skazana wręcz na rolę mediatora. W sam raz na okres nasilających się napięc albańsko-macedońskich, który nastąpił w wyniku napływu licznych albańskich uchodźców z wojny w Kosowie w 1999 roku. Był jednym z architektów porozumienia ochrydzkiego, kończącego albańsko-macedońską wojnę domową z 2001 roku. Pracował potem nad zbliżeniem Macedonii z USA i UE.

26.02.2004 jego samolot rozbił się w Bośni, w drodze na konferencję ekonomiczną. Słaba widocznośc, mgła, deszcz - i uderzył we wzgórze 15 km od Mostaru.  Co za pech, że akurat w środku pola minowego, więc długo nie można było podjąc akcji ratowniczej. Co za pech, że wszyscy z obecnych na pokładzie 9 osób zginęli na miejscu. Co za pech, że nie da się odczytac nic z zapisu na czarnej skrzynce. Bo ten zapis może wytłumaczyłby, jak to możliwe, że straszliwy pożar, który według oficjalnej wersji wydarzeń opanował kabinę tuż po zderzeniu, topiąc całe wyposażenie i zwęglając ciała, zupełnie nietknięte pozostawił plastikowe dowody osobiste pasażerów. I dlaczego ich telefony komórkowe, mimo że spłonęły wraz z właścicielami, były dostępne jeszcze kilka godzin po katastrofie. I tak dalej, opowiadanych konspiracyjnym szeptem legend o podejrzanych szczegółach kraksy jest bez liku. Wszyscy wiedzą, że coś tu śmierdzi, za dużo tych nieścisłości i zbiegów okoliczności. Może ktoś ich zestrzelił? Albo zamchowiec był a pokładzie? A może uszkodzono aparaturę? Tylko kto? Kosowska mafia, której podobno mieszał szyki? Jego przeciwnik polityczny i następca Crvenkovski? Ktoś inny z wielu, którym nie w smak była prozachodnia polityka bądź kontrowersyjna przynależnośc religijna Trajkovskiego? Każdy ma swoją teorię, ale jednocześnie nikt chyba do ostatecznego odkrycia prawdy nie dąży, zakłamanie, spiski i niejasnośc w polityce przyjmuje się za coś nieuniknionego i oczywistego. Ale to już temat na kolejną notatkę.

środa, 21 kwietnia 2010, hladna_nes

Polecane wpisy