Blog > Komentarze do wpisu
Sonet dziewiaty- postanowienia noworoczne

Tak się już przyjęło uważać, że Nowy Rok to moment na zmiany i stawianie sobie trudnych zadań. No to postanowiłam: nie będę się spóźniać. Co prawda do czego jak do czego, ale do uczenia się punktualności Macedonia najlepszym krajem nie jest, bo mało kto jej oczekuje - zwykle kiedy zestresowana i pełna wyrzutów sumeinia 20 minut po umówionym czasie dobiegam na miejsce spotkania, okazuje się że drugiej osoby albo jeszcze nie ma, albo że właśnie spokojnym krokiem zmierza w moją stronę. Kiedy biegnę, żeby złapać autobus, ludzie patrzą z niedowierzaniem. Przecież kiedyś przyjedzie następny! Ale mimo to zdecydowałam sie spróbować.

 

Dziś o 11:45 miałam być w radio w Skopje. Zaspałam, więc postanowienie zostało wystawione na ciężką próbę już od pierwszego dnia. Udało mi się wyjść dopiero o 10:15, czyli dużo za późno jeśli chcę dojść na dworzec na piechotę. Ale że początek miesiąca,kieszeń pełna a i wola silna - biorę taksówkę. Wysiadam na dworcu, poczekalnia pełna- znaczy autobusu dawno nie było, dobry znak. Pani w okienku mówi, że będzie za 5 minut. Liczę: 5 minut czekania, 50 minut w autobusie, 10 na dojście ze stacji- idealnie. Ale mija kwadrans, a pani w okienku kolejnym pytającym o połączenie do Skopje nadal odpowiada to samo: za 5 minut. Zaczynam się denerwować, ale przypomina mi się, że przecież autobus przejeżdza przez skrzyżowanie tuż obok budynku radia, i na tym skrzyżowaniu często zostawia pasażerów. Bingo! czyli będzie 40 minut w autobusie + 3 na dojście. Autobus właśnie podjeżdża, więc zadowolona ze swojego sprytnego planu wsiadam i pro forma pytam kierowcę, czy mogę wysiąść wcześniej. Nie, tylko na stacji! Inaczej jest niebezpiecznie! Jak to tylko na stacji? Że wysiadanie w czasie gdy się stoi na czerwonym jest niebezpiecznie to wiem, ale skąd u kierowcy nagły przypływ rozsądku? Ano, tylko na stacji, teraz jest kara 300 euro. Wie pani, nowe prawo, tak jak to z palaczami...

 

Bo Macedonia też ma postanowienie noworoczne: że od 1.01.2010 będzie bardziej europejska od całej Europy razem wziętej. W ramach dostosowania prawa do standardów rząd zaczyna egzekwować stare tradycyjnie nieprzestrzegane przepisy (jak ten o wysadzaniu pasażerów tylko na stacjach) i wprowadzać nowe, bardzo ostre zasady. Już w zeszłym roku wprowadzono ograniczenia sprzedaży akloholu: można go kupić tylko do 19,potem zostają tylko domowe zapasy wina i rakiji. Obywatele jakoś to przełknęli, więc w tym roku władza wypowiedziała wojnę drugiemu nałogowi: papierosom. Według badania (nie wiem czyjego, ale cytuje je co drugi macedończyk, gdy słyszy skąd jestem), Polska i Macedonia mają najwyższy w Europie odsetek palaczy, więc jest z czym walczyć. Władza wytoczyła zatem ciężkie działo: zakaz palenia w miejscach publicznych. Wszelkich. Ulica, kawiarnia,klub restauracja, przystanek autobusowy... Wszędzie nie wolno, chyba że stoi się na wolnym powietrzu zaraz przy śmietniku. Wieść gminna niesie, że karę 100 euro (tyle wynosi miesięczna pensja pracownika fizycznego) można dostać też za palenie na własnym balkonie, jeśli sąsiad doniesie, że mu to przeszkadza. Zakaz palenia był najgorętszym tematem przez ostatnie miesiące, jedni postanowili rzucić papierosy, drudzy - wychodzenie na miasto. Jeden z pubów w Veles (o jakże orginalnej nazwie Pub) w ostatnim tygodniu grudnia zachęcał klientów do odwiedzin plakatem: "Jeszcze tylko x(5, 4, 3) dni palenia!". Przed Sylwestrem krążył żart:" Jak będziemy odliczać o północy 31.12? 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4,3,2, ej Ty, gaś papierosa!, 1, Szczęśliwego Nowego Roku!!!". No i przyszedł sądny dzień, ze stołów zniknęły popielniczki. Ludzi w kawiarniach jakby mniej, ale może jeszcze dojadają noworoczny obiad, za wcześnie, żeby mówić że zakaz odstraszył klientów. Za to obie veleszanskie dyskoteki w sobotę były zapchane co do centymetra kwadratowego, mimo że palaczom pozostawiono wybór między staniem przed wejściem na deszczu i nikotynową abstynencją. Póki co rewolucyjny masowy odwyk działa: zarówno właśnciciele barów jak i klienci boją się wysokich kar, ale jak długo tak zostanie- nie wiadomo. Ja nie narzekam - po raz pierwszy wróciłam z imprezy nie cuchnąc jak popielniczka. Chociaż czuję, że przy tej próbie ekspresowego przebudowania społeczeństwa coś z beztroskiej i swobodnej macedońskiej atmosfery może się zgubić, a szkoda by było.

wtorek, 05 stycznia 2010, hladna_nes

Polecane wpisy